Jakiś czas temu rozmawiałem z menedżerem firmy, w której jedna z pozornie prostych decyzji potrafiła trwać prawie dwa tygodnie.
Nie była szczególnie skomplikowana. Nie wymagała nowej strategii. Nie wymagała analizy rynku. Trzeba było po prostu zdecydować. Najpierw temat trafiał do jednej osoby. Ta osoba chciała skonsultować go z drugą. Druga potrzebowała opinii trzeciej. Potem ktoś uznał, że warto zaprosić na spotkanie przedstawiciela finansów. Na spotkaniu pojawiło się siedem osób. Po godzinie wszyscy byli zgodni, że „trzeba to jeszcze przemyśleć”. Tydzień później odbyło się kolejne spotkanie. Tym razem decyzja była już prawie podjęta. Prawie. Brakowało tylko akceptacji osoby, która formalnie nie była odpowiedzialna za ten obszar, ale wszyscy wiedzieli, że bez jej zgody lepiej nie ruszać. W efekcie decyzja, którą można było podjąć w jeden dzień, zajęła prawie dwa tygodnie.